Prowadzenie bloga planowałam rozpocząć już kilka tygodni temu, ale niestety okoliczności dnia codziennego nie sprzyjały wcześniej do tego abym mogła rozpocząć tą moją przygodę z pisaniem i poświęcić temu wystarczająco dużo czasu. Okoliczności, o których wspominam to niestety choroba moich chłopców. Tymon od września uczęszcza do żłobka i niestety co za tym idzie zaczął przynosić wirusy do domu. Najpierw małe przeziębienie, które szybko minęło a potem bardziej złośliwy wirus, który zadomowił się u nas na dłużej. Walczyliśmy z gorączką, silnym katarem i uciążliwym kaszlem. Po dwutygodniowej walce udało nam się tego "złego ducha" wypędzić z organizmu dziecka. Miłosza również nie oszczędziło. Dlatego też w kolejnym poście będę chciała podpowiedzieć, doradzić innym mamom co powinno znajdować się w podręcznej apteczce dla małego domownika.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz